Wywiad z Gosią Samborską zapaloną hafciarką, miłośniczką haftu krzyżykowego, prowadzącą kursy krzyżyków w Szkole haftu dla pań i panów Złote rączki, filmo- i kulturoznawczynią. Rozmawia Sabina Drąg

Gosia Samborska

Gosia, powiedz jak się to wszystko zaczęło?

Zaczęło się jak byłam jeszcze w podstawówce. Pochodzę z artystycznej rodziny. Od kilku pokoleń naszą tradycją jest kowalstwo. Zajmowali się nim mój ojciec i dziadek. Mam też w rodzinie kilka osób po ASP. Także różne artystyczne elementy zawsze gdzieś się przewijały. Moja mama natomiast była ekonomistką. Wydaję mi się, że w jakiś sposób połączyłam w sobie te dwa pierwiastki, czyli ekonomiczne i rzemieślnicze podejście do życia.
W domu zawsze popychali mnie w artystycznym kierunku. Zwłaszcza moja babcia, malarka samouk. Już nie pamiętam kto pokazał mi haft po raz pierwszy. Wydaje mi się, że to była mama. Sama zajmowała się rękodziełem. Miała krosno, powstawały na nim różne makatki. To chyba właśnie ona pokazała mi haft krzyżykowy. Na początku haftowałam bardzo proste rzeczy, najczęściej przeznaczone na prezenty. Laurki na Dzień Dziadka, pieski, kotki i serduszka. Z tego czasu zachował się tylko jeden haft – serce a w środku „I love you”. (śmiech) I tak sobie haftowałam. Wzory brałam głównie wzory z gazet, czy specjalnych wkładek do różnych magazynów. Później zaczęłam robić bardziej skomplikowane projekty. Pod koniec liceum zupełnie porzuciłam to zajęcie. Okres buntu i te sprawy. Pieski i kotki przestały być już dla mnie interesujące. Miałam inne problemy na głowie. Dopiero po 10 latach wróciłam do haftowania. Tata postanowił wynająć mój pokój więc musiałam cały swój dobytek przebrać, spakować do pudeł i zanieść do piwnicy. Wtedy znalazłam stare prace. Prawie zupełnie zapomniałam, że kiedyś się zajmowałam robieniem takich rzeczy.

…I wtedy wróciłaś do haftowania.

Zaczęłam wracać do starego zajęcia. Zainteresowałam się też programem, który pozwala przerobić każdy obrazek na haft. Zupełnie nie miałam pomysłu jak wystartować. To było strasznie czasochłonne a ja nie chciałam poświęcać się czemuś przypadkowemu przez 2 albo 3 miesiące. Musiałam dobrze wybrać wzór. Pierwszym moim pomysłem było haftowanie fotografii Nan Goldin. Tak się na to zajawiłam, że postanowiłam zrobić cały cykl. Nie wiem dlaczego zaczęłam od razu myśleć o cyklach… ale to było to! Wtedy też studiowałam filmoznawstwo i interesowałam się historią fotografii. Pomyślałam, że będę przerabiać słynne zdjęcia na hafty. Niestety skończyło się tylko na próbach.

Ale nie poddałaś się i haftowałaś dalej.

Takim przełomowym momentem po którym faktycznie zaczęłam haftować był wyjazd do RPA. Byłam tam na misji z One Sight, organizacją prowadzoną w ramach firmy gdzie pracuję. Przez ponad dwa tygodnie badaliśmy wzrok ludziom mieszkającym w slumsach i dobieraliśmy im okulary. To było dla mnie dość ciężkie doświadczenie. Dosłownie tydzień po powrocie pomyślałam, że muszę coś zmienić w swoim życiu. Już od dłuższego czasu byłam strasznie zapracowana. Trudno było mi się na czymkolwiek skupić. To stało się właśnie moim punktem wyjścia i decyzji o powrocie do haftowania. Bardzo chciałam robić jedną rzecz przez dwa miesiące i nie móc jej skończyć wcześniej (śmiech). Haft to szkoła cierpliwości i to był dla mnie impuls, żeby szybko wziąć się za nowy wzór. Znalazłam stronę Niewidzialnie miasto, na której są publikowane różne dziwne rzeczy znalezione w miastach. Było tam zdjęcie napisu na murze „Widzę cię karpiu”. To były okolice świąt bożego narodzenia. Napis miał piękne niebieskie kolory. Pomyślałam „robię”. Nie patrzyłam w ogóle na żadną technikę, po prostu zaczęłam haftować nie wgłębiając się w to jak właściwie powinno się to robić. Teraz jak na to patrzę to troszkę się śmieje. Jest takie grube, masywne i nierówne. Teraz pokazuje go na zajęciach jako przykład tego jak nie haftować. (śmiech) Faktycznie to nie powinno tak wyglądać ale wtedy sprawiało mi to ogromną radochę. Wpadłam w takie małe uzależnienie, totalny flow. Miałam takie ciągi, że po prostu siedziałam, zwłaszcza w weekendy i haftowałam po 7-8 godzin. Pierwszy obrazek robiłam prawie dwa miesiące i pamiętam, jak strasznie bolała mnie szyja i plecy.

Od zawsze haftowałaś krzyżykami?

Tak, od zawsze. Wcześniej nie próbowałam nic innego. Nawet nie miałam świadomości, że można. (śmiech). Myślałam, że haft płaski jest dla zaawansowanych, dla super uzdolnionych artystów i że normalny, chodzący po ulicy człowiek nie da rady. Nawet nie pomyślałam żeby poszukać czegoś innego tak strasznie byłam zafiksowana na krzyżyki.

Krzyżyki są bardzo czasochłonne.

Tak, ale właśnie o to chodziło, żeby były czasochłonne. Dlatego mnie wciągnęły zupełnie. Krzyżyki są też o tyle proste, że jest to taka technika, gdzie wszystko jest zaplanowane od samego początku.

…i matematycznie wyliczone.

Tak, tak. Nawet inaczej na haft krzyżykowy mówi się haft liczony. Matematyka pojawia się zwłaszcza przy tych trudniejszych wzorach. Nie jest to jakoś specjalnie trudne natomiast faktycznie wymaga skupienia i uważności. Po tym pierwszym hafcie, który zrobiłam, wpadłam w totalny flow. Trwało to prawie 2 lata więc całkiem sporo. Kończąc jeden obrazek robiłam następny. Wtedy też się zajawiłam na haftowanie napisów na murach i różnych barwnych plam. Tak też znalazłam Monikę i jej Haft miejski. Punkt wyjścia był dla nas ten sam natomiast inna realizacja i technika. Chciałam zając się czymś totalnie nie ważnym z punktu widzenia ekonomicznego chociażby. Zaczęłam szukać różnych wzorów. Podczas spacerów, gdzieś w mieście, w Warszawie. Sama robiłam fotografie a potem przerabiałam je na hafty. To było dla mnie totalne oderwanie, ukojenie nerwów i taka szkoła koncentracji. Po dwóch i pół roku wyczerpał się dla mnie ten temat. Już nie chciałam więcej robić napisów. Pomyślałam sobie, że ok, napracowałam się wystarczająco. Teraz mogę stworzyć coś łatwiej i szybciej. Zaczęłam robić małe obrazki na podstawie starych zdjęć rodzinnych. Miały maksymalnie wielkości pocztówki więc robiłam je w dwa trzy tygodnie. To były takie rozpikselowane wspomnienia.

Masz bardzo ciekawe pomysły na hafty, wszystko dokładnie przemyślane. Nie wracasz już do wzorów z gazet.

No tak, właśnie tak chciałam od początku. To nie było takie świadome założenie, że chcę być hafciarką. Po prostu to co mogłam znaleźć na rynku było dla mnie strasznie nudne. Pamiętam, że zanim zaczęłam robić pierwszy napis z murów kupiłam sobie gazetkę. Próbowałam robić tulipany, które w niej znalazłam (śmiech) ale po prostu absolutnie mnie znudziły. Rzuciłam to. W międzyczasie kiedy zaczęłam haftować te rodzinne rzeczy zapisałam się też do Moniki.

No właśnie, jak to się stało, że trafiłaś do Złotych rączek?

To był taki moment, że zaczęłam szukać szkół haftu. Wtedy doszło do mnie, że są też inne techniki (śmiech) i że może powinnam się wreszcie czegoś nowego nauczyć. Szukałam tutaj w Krakowie, ale nie było zajęć które byłyby dostępne od razu. Nagle na Facebooku wyskoczyła mi informacja o Złotych rączkach. Pomyślałam, że to jest to a jak zobaczyłam kto to prowadzi to już wiedziałam, że muszę tam być. Jestem złotorączkowym dinozaurem. Jestem tu od początku, od pierwszych zajęć.

Zdradziłaś krzyżyki?

Nie porzuciłam krzyżyków ale przestałam ograniczać się do jednego motywu. Robię teraz dużo różnych rzeczy. Przez to, że prowadzę także zajęcia zaczęłam się bardzo rozwijać i dowiadywać się o tym, co można jeszcze z tymi krzyżykami zrobić. Dużo rzeczy powstaje stricte pod zajęcia np. magnesy, czy moja ostatnia fascynacja, hafty na koszulce, które okazały się być ultra prostą techniką

Jaki masz pomysł na swoje zajęcia?

Krzyżyki są najpopularniejszą techniką haftu w Polsce. Patrząc na to wszystko co dzieje się na forach internetowych to krzyżyki stanowią naprawdę 95% pojawiających się treści. Z całym szacunkiem do haftu płaskiego ale taka jest rzeczywistość. Haft krzyżykowy jest jednak dość mocno ograniczony do standardowych wzorów. Chciałabym go trochę odczarować, zrobić go bardziej sexi. Chciałabym żeby ludzie wiedzieli, że taki haft można wykorzystać nie tylko do stworzenia obrazka ale też do ozdabiania rzeczy użytkowych np. taki nadruk na lampie czy t-shircie. To też niekoniecznie musi być kwiat a Space Invader. Haft krzyżykowy ma taką fajną strukturę, że jest też pikselem więc wszystkie te zabawy komputerowe, stare gry dają super pole do popisu. Moja wizja jest taka żeby uczyć haftu krzyżykowego, tego tradycyjnego na kanawie ale też trochę poeksperymentować. Na moje nieszczęście haftu krzyżykowego można się uczyć max przez dwa zajęcia (śmiech) więc muszą pojawić się również różne kreatywne sposoby na jego wykorzystanie. Można robić pudełka, zakładki do książek. Można próbować standardowych rzeczy albo wręcz przeciwnie – wyjść w przestrzeń miejską i zrobić haft na ogrodzeniu, które jest idealną kanwą. Tych pomysłów jest naprawdę dużo!

Fargo - haft

Wywiad pochodzi ze strony Szkoły haftu dla pań i panów Złote rączki, do której odwiedzenia i śledzenia serdecznie zapraszamy

>>> http://xn--szkoahaftuzoterczki-pgc38jha.pl/

Zapraszamy również na wystawę zbiorową w krakowskiej Galerii Olympia gdzie będzie można zobaczyć prace Gosi

>>> https://www.facebook.com/events/668874966588855/