W linii teatralnej Ha!artu wyszła, już jakiś czas temu, antologia tekstów Heinera Goebbelsa (autor opowiada w niej także, jak często spotyka się z pytaniem, które na pewno teraz przyszło wam do głowy…). Pierwsze wydanie tekstów specjalistycznych zazwyczaj stanowi gratkę, ale niesie też ze sobą pewne ryzyko. Tak jest i w tym przypadku, ale o tym później.
Heiner Goebbels to postać interesująca, szkoda, że poza środowiskiem artystycznym jest w Polsce mało znany. Wystarczy spojrzeć na jego biografię: socjolog z wykształcenia, z zawodu kompozytor, w połowie lat 70. założył Tak Zwaną Radykalnie Lewicową Orkiestrę Dętą (Sogennantes Linksradikales Blasorchester), jest związany ze słynnym Instytutem Teatrologii Stosowanej w Giessen, tworzy charakterystyczne spektakle, w których maszyny stają się podmiotem, instalacje muzyczno-tekstowe i dziwaczne nastrojowe aparatury z fortepianów.

Głęboko wpłynął na teorię spektaklu w ogóle, nie znalazłszy sobie bowiem miejsca w mainstreamowym teatrze, poszedł własną drogą i stworzył nową jakość wydarzeń scenicznych i nie tylko, bo zajmował się również słuchowiskami. Przez lata swojej pracy pisywał o niej i te właśnie eseje dostajemy w formie zebranej i uszeregowanej. Poza specjalistyczno-akademickimi tekstami dotyczącymi konkretnych dzieł czy zjawisk i relacji ze współpracy z ulubionym dramaturgiem Heinerem Müllerem, mamy tutaj też bardzo jędrne i świadczące o wrażliwości eseje o kulturze, języku, sprawach politycznych i garść anegdotek ze świata artystycznego. Goebbels przedstawia swoje przemyślenia na temat roli literatury, czytelnika, znikania autora, teorii znaku i samplach oraz tej magicznej czynności przekładania z jednego języka sztuki na drugi.

I przyznam, te fragmenty pociągają mnie najbardziej. To, co Goebbels pisze o problemie traktowania tekstu w teatrze, wydaje się dotykać zagadnienia traktowania tekstu w sztuce czy w kulturze w ogóle. Treści literackie stają się pretekstem do działania pozatekstowego – do zagrania spektaklu czy zrobienia wystawy. Stają się tylko „pokarmem dla śpiewaków i aktorów”. Tak być nie musi. Tytułowe Gesamtkunstwerk, wymyślona przez Wagnera idea dzieła totalnego, gdzie poszczególne kategorie sztuki spajają ze sobą, tworząc jednomyślne ciało, zakłada podporządkowanie się dla dobra zjednoczenia. A praktyka Goebbelsa to ciągłe sprawdzanie, co dzieje się, kiedy każdy element składowy widowiska będzie miał ten sam status, co będzie, gdy szumy i trzaski, melorecytacja tekstu, kostium aktorki i widz spotkają się ze sobą na równych prawach. Ma to dać efekt dzieła uniwersalnego i wielowymiarowego. A przede wszystkim – jest to propozycja alternatywna do standardów.

Moim jedynym zarzutem wobec tych esejów jest kwestia ich ekskluzywności. Redaktorzy i tłumacze podjęli ryzyko stworzenia tekstu, który będzie profesjonalny i spójny. I to im się udało, jednak kosztem tak zwanego zwykłego czytelnika, który nie przebrnie przez meandry akademickiego dyskursu, hermetycznej nomenklatury i odwołań literackich. Mimo że to wszystko stanowi o wartości dzieła, na którego poziom należy się wspiąć, żeby je rozszyfrować, w tym jednym wypadku uważam to za minus. Już mówię, dlaczego: Goebbels wielokrotnie pisze o odbiorcy, czytelniku i widzu – jako o tym, który interpretując, tworzy, niejako komponuje i wyzwala utwór z okowów wyobrażeń twórców o nim samym. Niestety jego książka nie pozwala do końca na to samo. Ale jak sam postuluje – pomyłka musi być dozwolona jako konstytucjonalny element; dopiero wtedy zacznie robić się naprawdę ciekawie.

Zuzanna Majer – rocznik 86. Z wykształcenia kulturoznawca i czytelnik. Publikowała w Pomostach i Wyspie.

Przeciw Gesamtkunstwerk - recenzja PROwincja.art.pl

 

Heiner Goebbels
Przeciw Gesamtkunstwerk
Opracowanie: Lukáš Jiřička
Tłumaczenie: Anna R. Burzyńska, Sławomir Wojciechowski, Joanna Derdowska
Korporacja Ha!art, Kraków 2015

Zdjęcie ze spektaklu pochodzi ze strony >>> www.heinergoebbels.com