Kiedyś siedząc w pokoju mojej babci postanowiłam policzyć dewocjonalia, które znajdowały się tylko w tym jednym pomieszczeniu. Naliczyłam piętnaście różnych Maryjek, Jezusków i aniołków. Babcia umarła, „Bozie” zostały. Później kupiłam dom po jakimś dziadku. Syf nieziemski, więc zaczęłam od porządków. Na dzień dobry wyrzuciłam chyba z trzydzieści „świętych” obrazków, krzyżyków i figurek – więcej niż można byłoby znaleźć w niejednej kaplicy. Boże, przebacz. Polska to kraj katolików. Przynajmniej w opinii innych. Z tym nie ma się co kłócić. Jeden świętszy od drugiego. I to dziwne przeświadczenie, że wyznacznikiem wiary jest ilość Jezusków na ścianach. Nieważne, że chińskich, plastikowych i świecących w ciemności. Mimo to można zauważyć, że czasy gdy to ksiądz był największym autorytetem w okolicy, odchodzą powoli do lamusa. Młodzi ludzie wiedzą i widzą więcej. Nie potrzebują już tuzina Maryjek, by zadbać o swoją przyszłość. To jednak nie znaczy, że dewocjonalia zupełnie zniknęły z polskich domów, wsi i miejsc użyteczności publicznej.

Magda Zarzycka

 

Sławomir Mielnik – opolski fotograf, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, i student fotografii na PWSFTViT w Łodzi już od blisko czternastu lat tworzy swój cykl poświęcony Jezusowi właśnie. „Mielnikowy” Jezus to Jezus zastany: w ciasnych babcinych pokoikach, w wiejskich salkach czy w podróży. Często groteskowy i nieudolny. Bez większych wartości artystycznych, za to mający ogromną wartość dla jego posiadacza.

www.mielnik.blogspot.com

1

3 (1)

4 (2)

2

5