„Nie zaoszczędzisz czasu gdy przy spaniu będziesz żuł a przy jedzeniu spał.” Voltaire

„Nie wiem jak zmieścić to wszystko w czasie linowym”

Piątek godzina 18. Pociąg na linii Kraków-Gdańsk, po drodze Warszawa. Szybkie linie. Luksus. Kontakt z prądem. 230 V. Lampka nocna, klimatyzacja drzwi rozsuwane na guzik. Jadę, 12o km/godz.
Z przodu laptop, z prawej laptop, z tyłu ściąga się aplikacja i trwa nieprzerwanie lifestreaming z pokładu maszyny na „fejsa”. Nad wszystkim migoczą szeroko otwarte oczy ekranów sącząc nieprzerwanie peany na cześć przewoźnika. Pociąg pędzi ale godziny ciągną się ociężale. „W ogóle nie czuć tej szybkości, mamo!” mówi sąsiad z lewej do wielkiego ucha iphona.

Podróż to jeden z niewielu momentów w życiu dzisiejszego człowieka kiedy mniej lub bardziej z przymusu, wciśnięty/a w metalową tubę pociągu wraz z innymi podobnymi mu/jej jednostkami narażony/a jest na sen. Wydawać by się mogło tak prozaiczna czynność, znana każdemu/ej od dziecka, to jednak skuteczny destabilizator późnokapitalistycznych cyklów życiowych, wymykający się spod systemowej kontroli. Pojawia się zwykle znienacka, bez skrupułów mierzwi włosy i otępia ciała, na przekór informacjom wylewającym się z tłustych terminarzy.
Nic nie poradzisz, kiedy powieka opada nie ma na nią mocnych. I chociaż wlewasz w siebie hektolitry kawy próbując dobę rozciągnąć do plus nieskończoności to przegrasz z kretesem ulegając organicznej sile. Bo jesteś słaby/a. Wątlejszy/a od maszyny. Spodziewaj się więc, że wkrótce system wymieni cię na lepszy model, sprawniejszego humanoida. Póki co walcz dzielnie o swoje miejsce na pokładzie. Biegnij! Czuwaj! Nie odłączaj się od interfejsa, kable miej zawsze przy sobie, wykrywaj sieci otwarte. Chwila nieuwagi a wypadniesz z obiegu. 183 nieodebrane wiadomości, 3 oczekujące połączenia. „Co się z tobą dzieje?” „Czemu cię nie ma?” „Nie można się z tobą skontaktować” „????!!” I nie będziesz wiedział/a, nie ogarniesz sprawy. Zderzysz się z deadlajnem i roztrzaskasz na 183 zmartwione kawałki.

Pracuj!

Bez pracy nie ma kołaczy, bez pracy nic nie ma. Odpowiedz sama/a przed sobą czy zasłużyłeś/aś już na sen? Bo pamiętaj sen jest tylko dla wybranych! Halo! Nie odwracaj głowy! Patrz w monitor, patrz! Wypełniaj się treścią i obrazem, niech przepływa przez ciebie informacyjny strumień, oblewa od stóp do głów aż staniesz się żywym przekazem.
Planuj, projektuj, upychaj w tabele.
I nawet nie zauważysz jak cię w tym wszystkim dopadnie, jak obezwładni chwytem zapaśniczym, jak ci odetnie dostęp, rozłoży na łopatki. …8…9…10 It’s a knock out! W prawym narożniku twój przeciwnik sen. W złotych szortach i królewskim pasie podnosi właśnie ręce w geście zwycięstwa drwiącym wzrokiem patrząc na twoje wątłe ciało bezbronnie rozciągnięte na ringu. Czysta fizjologia tego zawodnika sprosta najbardziej wysublimowanym planom. A ty oddajesz się jej bezwiednie i odpływasz w krainy nieznane, niekontrolowane, do których nie dochodzi nawet dźwięk budzika.
A kiedy się już przebudzisz to zaleje cię fala wyrzutów sumienia, że wysiadłeś/aś kiedy wszyscy inni jechali dalej. Przecież tyle mogłeś/aś zrobić, te „pięć minut dla siebie” to zmarnowana szansa dla całej ludzkości. I nagle podświetlą ci się wszystkie daty, na czerwono podkreślą terminy a dźwięk wskazówki zegara bezlitośnie przypominać będzie o czasie upływającym do wykonania zadania.

Co robisz?

Zakasujesz rękawy, poprawiasz kołnierzyk i ustawiasz się w blokach startowych. Ready, steady, go!Biegniesz! Włączasz się do maratonu. Obok ciebie biegną wszyscy, bez celu i bez różnicy. Biegną korporacje i kooperatywy, robotnicy/e i aktywiści/tki. Po granty, po fundusze, po godziwą wypłatę, po chleb, po gaz, po wodę. Po więcej, po lepiej, po lepszy świat i ogólną zgodę. A kiedy wydaje ci się, że już się udało, że na horyzoncie klaruje się meta to słyszysz strzał! Oklaski! Koniec pierwszego okrążenia! Gratulacje! Ale sztafeta trwa dalej! Nieprzerwanie! Ty się nie poddawaj! Przed tobą nowe przeszkody, wyzwania, przygody! Kreatywność reprodukującego się systemu nie ma końca! I wchłania i wypluwa i wchłania i wypluwa, wszystko przemieli i odda w skondensowanej, konsumpcyjnej formie, pigułce gotowej do połknięcia. Bierz i biegnij i potykaj się o nowe wyboje.

Ale w tym pędzie zrób sobie przerwę, na chwilę zatrzymaj spracowaną maszynę swojego ciała w pitstopie ciepłego fotela i przeczytaj o śnie i zakusach systemu. „Czerwone światło! Proszę czekać!” Johnatan Crary pisze, że późny kapitalizm = koniec snu ale może paradoksalnie to właśnie ostatni moment na jego odzyskanie. Póki jeszcze nie jest za późno, póki jeszcze przy naszych budzikach nie ma diody skanującej strumień myśli. Nie daj się i poddaj się! Sen wydaje się ostatnim bastionem silnym w swej nieproduktywności. Jest ekskluzywnym spektaklem odbywającym się pod zamkniętymi powiekami, na który każdy/a z nas ma wyłączność. To obszar błogiego odstępstwa od kapitalistycznych norm i rytuałów. W skonstruowanej przez Crary’ego rzeczywistości 24/7 trwającej pod tyranią dostępności i użyteczności to właśnie sen wydaje się najwyższą formą sprzeciwu wobec konsumpcji. Jest ostentacyjną odmową uczestnictwa. To organiczna rewolucja, opór. Jednak w tej grze toczącej się o nowe obszary kontroli, systemowe marzenia o władzy coraz bliżej są naszych poduszek. Dlatego póki czas i póki sił ucinajmy sobie drzemki, śpijmy dobrze i długo, bez wyrzutów sumienia, bez zbędnych narzekań. Walczmy z systemem antykapitalistyczną siestą!

Adin,

dwa,

tri!

Dobranoc!

Sabina Drąg

24/7 J. Crary

Johnatan Crary
24/7 Późny kapitalizm i koniec snu.
Tłumaczenie: Dariusz Żukowski
ISBN: 978-83-62376-91-9
Wydawnictwo Karakter