– Skąd jestem? Z trzeciej planety. Państwo o niczym nie świadczy. Moje miejsce pochodzenia: Ziemia. Jestem niezależną kobietą, mogę podróżować po bogatych krajach, tylko one dają mi bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo przed trzecią wojną światową, która właśnie się rozpoczęła. Jak Syria nie zniszczy się od środka, zeżre ją Rosja. A jak Rosja, to cały świat. Ale nie od wojny zginiemy. Zabije nas globalne ocieplenie. To już widać, nie ma wiosny, lata, jesieni, zimy. Zanim się to stanie, jednak będę cieszyć się wolnością. Bo mogę podróżować. Jestem szczęśliwa. Mężczyzna też jest mi niepotrzebny. Jeśliby się taki zdarzył, to musiałby zaakceptować moją niezależność. Dlatego, gdyby mi przyszło wyjść za mąż, a nie sądzę…, to podpisałabym intercyzę. Moje, twoje klocki. Moja, twoja wolność. W obliczu wojny i zmian klimatu, to jest ważne. Mieć własną przestrzeń.

Fot. Anka Bednarczyk

Siedziała na górze swojego dwupiętrowego łóżka, odbijało się od jej twarzy tylko światło ekranu komputera. Spała z małą żółtą miską z plastiku, nie wiem dlaczego. W całym hostelowym pokoju panował półmrok.

Postanowiła po jakimś czasie zejść z ambony łóżka i przybrać otwartą pozycję Oratorki, Mesjaszki słowa. Stoi w spranej piżamie, padają na nią cienie. Światło, które docierało do pokoju pochodziło z lamp mieszkań z naprzeciwka.

– Nie, nie przeszkadza mi, że zgasiłaś światło. To daje nam więcej swobody. Ludzie w Belgradzie nie mają co robić, więc się gapią. Chcą wiedzieć co robi inny człowiek, bo sami nie wiedzą, czym mają się zająć. Ja to wolę mieć spokój. Jestem sama i dobrze mi z tym. Doceniam to, ale osoby z zewnątrz chcą zakłócić ten stan, wywierają na szczęśliwych ludziach presję. Zazdroszczą swobody. Jako singielka, doświadczam zawiści innych, oni mają rodziny, dzieci, kredyty. Ja jestem obywatelką Ziemi, mogę podróżować po bogatych krajach, wiem, czego chcę. A ludzie wywierają naciski na osoby, wiodące odmienny tryb życia. Są uwiązani, więc nie mogą tego, co ja. Jeżdżę, pracuję, przemieszczam się… Dlatego też, nie żebym narzucała zdanie komukolwiek, mówię swoje zdanie – intercyza jest konieczna. Aby zachować siebie. Teraz ciężko o pracę, w ogóle jest ciężko. A jak jesteś w związku, to musisz mieć siebie. Jak jest w Twoim kraju? Skąd jesteś?

– Z Polski. Nie jest źle, oprócz tego, że nie mamy lewicy w parlamencie.

– No, u Was to raczej ciężko, z tego, co wiem. Nie jest łatwo.

– Nie jest, ale narzekać nie lubię. Pracę mam, sporo jest możliwości.

– Nie, no ja też nie narzekam, ale Polska raczej jest krajem niewiele znaczącym na arenie politycznej. Dlatego rozwiązaniem na bezpieczne istnienie w świecie i na spokój ducha jest przeprowadzenie się do większego państwa, tzn. bogatego. Dużo mówię, pewnie chcesz spać. Też jestem śpiąca, ludzie ciągle się mnie o coś pytają. Tylko jak zacznę mówić, mówię i mówię. Dam ci spać.

– Dobranoc.

– Śpij tak jakbyś miała jutro nie żyć.

Naprawdę tak do mnie powiedziała.

Po godzinie zasnęłam. Obudził mnie przerywany śmiech. Coraz wyraźniejszy i głośniejszy dochodził z Jej łóżka. Ciche mamrotanie zmieniło ton i zaczęło kuć moje uszy. Powoli otwieram oczy, przeraża mnie możliwość złapania kontaktu z kimkolwiek z tego pokoju. Wraz z rozpędzającym się śmiechem, śpiąca przy drzwiach na piętrowym łóżku kobieta zaczyna z poziomu leżenia, podnosić się. Wypina najpierw lekko klatkę piersiową, krzyż. W końcu wygina ciało w łuk, a Jej głowa nadal leży na poduszce. Śmieje się z zamkniętymi oczami coraz donośniej, coraz niespokojniej w nienaturalnej pozycji. Kiedy starte żałosnym kwiczeniem gardło zaczyna popiskiwać, Ona budzi się nagle. Prostuje kręgosłup. Cichnie. Siedzi patrząc nieprzytomnie przed siebie. Z drugiej strony pokoju patrzę na nią z ukrycia. Mam nadzieję, że mnie nie widzi. Nerwowo zaczyna się rozglądać.

– Gdzie ja jestem? – wyrzuciła z siebie na wydechu. – Wiedziałam, że chcą mnie zabić. – Parsknęła cicho śmiechem i położyła się z powrotem.

Słyszę tylko chrapanie dziadka po prawej, który dołączył do nas późno w nocy. Nie mogę zasnąć.

Fot. Anka Bednarczyk

Po dwóch godzinach snu, budzi mnie alarm w moim telefonie. Zbieram się. Wychodząc z budynku, koło recepcji znowu Ją spotykam. W czasie kiedy piłam herbatę, ona zeszła na dół. Twarz nieokreślona, ciało raczej drobne w piżamie koloru sprany lila róż. Lat może 33. – O hello! – Odprowadziła mnie zawieszonym wzrokiem, którego udawałam, że nie widzę.

***

Na małych stacjach kolejowych w Serbii, tak samo jak w Polsce sadzi się tłuste, amarantowe róże.

***

Belgrad jest jednym z miast, gdzie ludzie uciekający od wojny w Syrii znaleźli tymczasowe schronienie.

1.11.2015, Belgrad

 

Jagoda Cierniak