Imię: Frank, nazwisko: Castorf. „Dane osobowe tego obywatela NRD, z zawodu „kolejarza/ dyplomowanego teatrologa”, miały numer 17 07 51 42 97 52. Wzrost: ok. 1,8 m; budowa: szczupły; głowa owalna, usta małe. Brak znaków szczególnych. Brak dowodów aktywności publicznej. Szybko nawiązuje kontakty. Brak wartych odnotowania zainteresowań. Specjalne umiejętności i uprzednio odbyte kary: brak. Rodzice posiadają prywatny sklep żelazny”1. Tak pokrótce można scharakteryzować głównego bohatera książki Robina Detje. O jego życiu prywatnym i zawodowym możemy na szczęście dowiedzieć się prawie wszystkiego — jego losy interesowały nie tylko ówczesnych badaczy teatru, ale też urzędników państwowych, którzy kolekcjonowali wszystkie ważne informacje. Ten krótki zacytowany opis pochodzi z akt wydobytych z państwowego archiwum. To dobry zalążek do rozpoczęcia pracy biografa: podstawowe informacje, właściwie bezdyskusyjne, w przeciwieństwie do reszty wiadomości.

Castorf. Prowokacja dla zasady zbiera wszystko, co zostało do tej pory napisane o niemieckim reżyserze i próbuje to uporządkować — tylko z takiego zbioru może powstać ten jeden, obiektywny opis?

Książka wydana przez Korporację Ha!art należy do serii wydawniczej nazwanej Linia teatralna, o której warto tutaj wspomnieć. Uważam, i chcę to podkreślić, że to naprawdę świetna sprawa, która robi dużo dobrego na rynku wydawniczym w Polsce. Teksty dotyczące ważnych twórców teatralnych nie są powszechnie znane i dostępne, a ich analityczne odpowiedniki nie wychodzą poza uniwersytecki obieg. Takie opracowania oczywiście pojawiają się w pismach fachowych lub czasopismach teatralnych, ale ich wielość i rozproszenie powoduje, że nie sposób dotrzeć do wszystkich istotnych tekstów. W przypadku pozycji z Linii teatralnej wszystko jest uporządkowane, łatwo dostępne i estetycznie oprawione, więc śmiało można powiedzieć, że ta seria zajmuje się konkretną niszą, na którą rzeczywiście jest zapotrzebowanie. Książki te stają się dobrymi przewodnikami wskazującymi kierunek do dalszych badań, a dla osób, które nie zajmują się teatrem zawodowo, mogą być ciekawą poznawczo lekturą. Do tej pory ukazały się pozycje poświęcone między innymi: Sarze Kane, Castelluciemu lub Schlingensiefowi. Każda książka ma inną specyfikę — mogą to być zbiory esejów pisanych przez specjalistów, analizy konkretnych teatralnych realizacji, naukowe opracowania lub wywiady.

Frank Castrof

W przypadku książki o Castorfie formuła jest jeszcze bardziej zaskakująca — dostajemy powieść, która właściwie przypomina biografię, w którą momentami wślizgują się elementy przypominające profesjonalne pisanie o teatrze. Detje nie chce uwolnić się całkowicie od pociągającej historii życia reżysera, ale nie rezygnuje też z własnej wiedzy teoretycznej. Powstaje z tego wnikliwe przedstawienie sylwetki ważnej osobowości teatralnej, wraz z jej dorobkiem, w którym przegląda się ówczesne społeczeństwo i cała złożona historia Niemiec. Te dwa elementy (bohater i jego tło) wydają się tutaj nierozerwalne aż do przesady. Styl akademickiej pracy naukowej miesza się z prozą obyczajową: ta ambiwalencja gatunkowa robi dobrze książce, ponieważ dzięki temu nie jest ona zbyt formalna i nieprzystępna. Właściwie, do dokładnego jej zrozumienia potrzeba więcej wiedzy historycznej niż teatrologicznej.

Książka jest podzielona na dwie części: Wschód i Zachód, co bezpośrednio nawiązuje do podziału Niemiec w czasie, w którym bohater tej historii dorastał i tworzył. Taki zabieg od razu wskazuje na fundamentalny problem, który będzie eksponowany w historii. Autor decyduje się na śmiały krok i udaje mu się tę kwestię klarownie wyłożyć, choć momentami historyczne meandry książki zaczynają być nużące. Pojawia się nieuniknione pytanie: czy taka perspektywa nie narzuca zbyt prostych wniosków? Czy naprawdę polityczne decyzje i wydarzenia historyczne aż tak bardzo determinują życie realnie żyjących ludzi niczym bohaterów filmów kostiumowych? Z narracji tej książki jasno wynika, że Castorf cały czas definiował swoją osobowość i wszystkie podjęte decyzje poprzez swój stosunek do wschodnich lub zachodnich Niemiec. Taki sposób prezentowania głównego bohatera odbiera mu jego autentyczność, a w efekcie nadaje tekstowi wymiar fikcji literackiej.

Dzieciństwo Castorfa wydaje się zupełnie przeciętne, ale w tej pospolitości kryje się jakieś podejrzane uporządkowanie: może zaczynam być zbyt podejrzliwy wobec tej książki, ale początkowe strony wydają się być tak spreparowane, by czytelnik nie miał wątpliwości, że Frank Castorf nie miał innego wyjścia – był skazany na zostanie kimś sławnym. Mały wybraniec losu spędzał dużo czasu w mieszkaniu babci, mama szyła mu modne ubrania, tata kupował drogie zabawki. Ten jedynak był bardzo rozpieszczany, cały czas wspierany przez rodziców. Lubił czytać, ale też słuchał rock and rolla. Był jednocześnie pilnym i aroganckim uczniem. Łączył w sobie cechy typowego humanisty, ale miał też zamiłowanie do matematyki i jej ładu. Czyż jego przeznaczeniem nie było zostanie artystą? Syn w prologu wygłasza kwestię: „Mama nie mogła zostać projektantką mody, bo poślubiła syna handlarza wyrobami żelaznymi, który sam chciał nimi koniecznie handlować, i dlatego musiałem zająć się sztuką. A teraz jestem sławny i bogaty”2. No tak, to rzeczywiście logiczne i oczywiste.

Detje w posłowiu dziękuje rodzicom reżysera i jemu samemu za czas, jaki mu poświęcili, dlatego twierdzę, że te historie z pierwszego rozdziału nie opierają się na fantazji autora, tylko na rzeczywistych wspomnieniach ich uczestników. Więc, mimo wstępnych wątpliwości, które budziły się we mnie podczas czytania, część poświęcona domu rodzinnemu i młodości Castorfa jest ugruntowana wiarygodnymi źródłami. Prawdopodobnie owe obiekcje, z którymi się zmagałem, wynikały ze sposobu pisania, jaki stosuje Detje, w którym struktura całości jest nadrzędna, a zdarzenia są jej podporządkowywane. Ta metoda jest jeszcze bardziej widoczna w dalszej części.

Castorf_Erniedrigte1

Potem sprawa zaczyna się komplikować. Od momentu rozpoczęcia studiów przez Castorfa, Stasi, czyli Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego Niemieckiej Republiki Demokratycznej, zaczęło intensywnie dokumentować życie obywatela Franka C., który wydawał im się jednostką podejrzaną. Urzędnicy nie do końca wiedzieli, co jest przyczyną ich własnej podejrzliwości. Dopiero oglądając jego pierwsze przedstawienia, upewnili się co do swojej decyzji – tak, tego obywatela należy pilnować. I to właśnie owe raporty i akta, które autor wyciągnął z państwowych archiwów, stają się podstawą opisywanych zdarzeń. Sam Detje momentami zaczyna przejmować styl tych absurdalnych raportów i trudno rozstrzygnąć, czy jest to naumyślnie. Przez to w tekście – tak jak w owych raportach – brak miejsca na niuanse, każde zachowanie jest jednoznaczne i osądzone. Efektem jest dość lakoniczny i uproszczony obraz życia Castorfa, który od teraz zostaje nazwany C.

Zresztą nieprzypadkowo pojawia się ten inicjał. C. – który, jak bohater Kafki, musi zmagać się z rozbudowaną, pełną absurdów machiną biurokracji, znów zaczyna przypominać bardziej fikcyjną aniżeli realną postać. Owa machina, która wydaje się głównym wrogiem naszego bohatera, miała za zadanie hamować jego artystyczną wolność. Ale w przeciwieństwie do Józefa K., Castorfowi udaje się wygrać walkę i twórczo wykorzystać polityczny nacisk w swoich spektaklach. Można wnioskować, że gdyby obywatel C. nie musiał mierzyć się z urzędnikami i politykami decydującymi o jego życiu, kształt jego teatralnego dorobku byłby zupełnie inny lub nie mógłby zaistnieć w ogóle.

Detje preferuje wcale modny pomysł pisania o sztuce: trochę plotek, kontrowersji, generalnie cały ten brzydki backstage. Miesza to i udowadnia, że wyrasta z tego bezbłędna, wielka teatralna machina uruchomiona przez Castorfa. Jednocześnie trudno nie odnieść wrażenia, że w każdym kolejnym zawodowym kroku niemieckiego reżysera dominowała przypadkowość wynikająca z chaotyczności tamtego okresu.

Zmaganie się z rzeczywistością okazuje się tutaj bardzo twórcze, tym bardziej, że główny bohater, niczym Gombrowicz, cały czas powtarza: „Ja! ja! ja!”3. Każdy spektakl to moja autobiografia, nie my – jako wspólnota walcząca o artystyczną wolność, nie aktorzy, którzy mają wyrażać swoją nieskrępowaną obecność, tylko ja – Frank Castorf, który postanawia dzielić się swoim życiem w jak najbardziej radykalny i zaczepny sposób. Świetnie wyczuli to urzędnicy Stasi, którzy w raportach zanotowali ważne zdanie:

„Wyraźnie widać dążenie do konfrontacji”4.

Autor uważa, że ten trop interpretacyjny, czyli autobiografizm, był często pomijany lub niezauważany przez krytyków teatralnych, którzy pisali recenzje ze spektakli Castorfa. Trochę nie rozumiem tego zarzutu: wydaje mi się on dość nieprzemyślany. Bo czy obowiązkiem recenzenta jest dokładna znajomość biografii reżysera? I co w takim razie zrobić z widzem – jak ma odbierać spektakl, skoro jedyny poprawny sposób interpretacji, a w efekcie zrozumienia całego dzieła, jest mu niedostępny? Czy takie podejście nie zniechęca do oglądania teatru w ogóle? Poza tym jest to niezgodne z myślą samego Castorfa, który oczekiwał, że jego teatr porwie tłumy i będzie oglądany nie tylko przez zamknięte grono wybrańców. Myślę, że ta uwaga Detje wynika z jego uprzywilejowanej pozycji biografa, który ma dostęp do wielu informacji, a które ogółowi nie są znane. Ta tajemna wiedza pewnie wyjaśnia niektóre zawiłości w strukturze spektakli, ale to nie znaczy, że patrzenie z zewnątrz (bez zaplecza, którym dysponuje Detje) na sztuki Castorfa jest błędne i bezsensowne.

Więc ówcześni recenzenci tamtych spektakli nie pisali o odniesieniach do życia reżysera, ponieważ nie uznawali ich za wystarczająco ważne i potrzebne lub uważali za merytorycznie wątpliwe. Wszelkie konotacje teatru z rzeczywistością, które właściwie są oczywiste, ponieważ żaden twórca nie jest w stanie i nie potrzebuje odcinać się od swojego życiowego doświadczenia, są tylko bodźcami, które dają początek jakiegoś twórczego przekształcenia. Przecież to jest zupełnie oczywiste! Zresztą ze słów Castorfa przytaczanych w tej książce nie wynika, jakoby jego przedstawienia wymagały osobnej metody badawczej teatru. Wręcz wydaje mu się to zupełnie obojętne czy te odczytania są poprawne lub chybione, racjonalne lub emocjonalne. A w myśl głównej dewizy, czyli prowokacji dla zasady, wdzięczny był za każdy głos sprzeciwu wobec jego przedstawień. „W jednej z recenzji – ku mojej wielkiej radości – ktoś napisał, że powinienem zacząć leczyć swoje obsesje seksualne. To była świetna reklama”5.

forever-young-6

Narcyzm i arogancja, które na początku irytowały recenzentów, okazały się później główną zaletą teatru Castorfa. Każdy przesyt, dzikość i chaos miał na celu wzbudzenie realnej kontrakcji widzów. Dziś jest to stwierdzenie już dość wyświechtane, ale w latach 80. i 90. było to rzeczywiście duże przekroczenie. To też udowadnia, jak wiele znaczy dziś eksperymentowanie Castorfa: to ono dało podwaliny do myślenia o teatrze następnym pokoleniom reżyserów. Wszystkie nowatorskie zabiegi niemieckiego reżysera przyciągały kolejnych entuzjastów takiej sztuki i zachwycały widownię swoją świeżością, nawet jeśli ceną było niezrozumienie treści spektaklu. Ale nadal widz – oglądając na przykład Zbójców – nie doszukiwał się tam zmagań reżysera z własną definicją męskości i jego problemów z tożsamością narodową, co za wszelką cenę próbuje udowodnić Dejte. Widz ani krytyk nie musi znać życia prywatnego artysty.

Ekscytujące momenty w tej książce to opisy tego, w jaki sposób pracował Castorf. Momentami wydają się one szokujące (próby trwające dwie godziny, by móc resztę czasu przesiedzieć w bufecie) lub budzą opór (obsadzanie ról wśród swoich byłych partnerek tak, by musiało dojść między nimi do konfrontacji). Zastanawiam się tylko, czy taka ekscytacja jest w porządku, czy taka perspektywa nie jest pewnym nadwyrężeniem zaufania pisarza wobec głównego bohatera książki; czytanie jej jest podobne do przeglądu prasy bulwarowej, a chwilami nawet do bezczelnego wkroczenia w intymne życie artysty? Uspokaja fakt, że sam Castorf współpracował z autorem przy tworzeniu tej książki i sytuacje, które są w niej opisane, nie znajdują się w tej biografii przypadkowo. Jednak budowanie takiego entourage’u wokół postaci reżysera wydaje się zbyteczne, szczególnie w połączeniu z tak efektownymi (by nie powiedzieć efekciarskimi, chociaż pewnie Castorfowi pewnie nie przeszkadzałoby takie określenie) spektaklami. Życie i teatr są tutaj równie buntownicze, burzliwe i intensywne – i właśnie na tym stwierdzeniu zakończyłbym temat prywatnego życia Castorfa. Jednak Detje idzie dalej. Unaocznia tę tezę dobitnie. Oto przykłady: ‚ku przerażeniu aktorów pił na próbach”6 albo „jak głosi legenda, twierdził, że jako dyrektor może mieć każdą kobietę, którą tylko zechce”7. Można by powiedzieć: cóż za skandaliczne zachowanie!

Castorf_Forever Young

O samej relacji reżysera z aktorami, podczas pracy nad spektaklami, Detje pisze tak: „Mówi bezustannie”, sprawia swoim aktorom kąpiele werbalne. Kiedy raz coś ustali, nie powtarza tego i nie fiksuje, idą dalej. To próby bez ćwiczeń”. Ekren notował: „najczęściej używane wyrażenie to: «nie wiem»”8. Owa niewiedza znów prowokuje do pytań o przypadkowość procesu powstawania jego przedstawień. Podobny problem mieli ówcześnie badacze teatralni: czy Castorf jest genialnym artystą, czy hochsztaplerem? Dla autora książki odpowiedź jest oczywista. Czytelnik na pewno wyczuje duży poziom sympatii samego Detje wobec Castorfa, jednak sam nie będzie mógł do końca odpowiedzieć sobie na to pytanie.

Brakuje tutaj dokładniejszych opisów jego spektakli. Owszem, poznajemy tytuły, ogólny przebieg akcji i reakcje widzów, ale to ciągle jest za mało. Nie wiemy, jak grali aktorzy ani na czym polegał ten często pojawiający się chaos sceniczny. Książka zawiera kilkanaście fotografii upamiętniających niektóre przedstawienia, ale to nadal nie jest wystarczające. Detje bardziej interesuje się tym, co działo się przed premierą lub po – samo sceniczne dzianie się już go tak nie zajmuje. Może zakłada, że czytelnik dobrze zna twórczość Castorfa z wizyt w teatrze Volksbühne am Rosa-Luxemburg-Platz. Jest to nie najlepsze założenie, biorąc pod uwagę fakt, że obecność tej książki na rynku wydawniczym nie musi być powiązana z działalnością artysty w jego ojczyźnie. Detje nie daje czytelnikowi możliwości dokładnego poznania dokładnie twórczości Castorfa. Oczywiście może dostać szereg ważnych informacji, ale i tak jedyną prawdziwą drogą do pełnego zapoznania się jest zobaczenie jego spektakli na żywo. Rozumiem taką strategię autora, ale uważam ją za niesprawiedliwą i utopijną. Książka jest trwalszym materiałem; teatr jest dużo bardziej efemeryczny.

Na końcu książki została podana bardzo bogata bibliografia, jednak w większości są to książki w języku niemieckim. Proponuję, by w następnych pozycjach z tej serii, był dodawany spis wszystkich tekstów, które pojawiały się w Polsce i dotyczyły danego artysty. Taki zbiór byłby z pewnością bardzo praktyczny, zarówno dla osób zajmujących się teatrem, jak i dla tych, które chciałyby zgłębić dany temat.

Nurtuje mnie jeszcze jedna sprawa, właściwie to bardzo mały element, a dotyczy ona jednego słowa. Zapytam wprost: czy autsajder to słowo, które wygląda dobrze? Przyznaję, że minęła chwila, zanim zrozumiałem, co może ono oznaczać. Dziwna sprawa. Proponowałbym jednak zostać przy oryginalnym zapisie tego słowa, czyli outsider, które jest wystarczająco zakorzenione w języku polskim, by nie korzystać z jego fonetycznego zapisu. Nie jest to przytyk wobec tłumaczy tej książki, ponieważ nie jest to błąd językowy. Wiem, że językoznawcy akceptują ten sposób pisania tego słowa, ale we mnie osobiście budzi on zdecydowany sprzeciw.

Frank Castorf to reżyser, którego nie można ignorować. Po prostu trzeba o nim wiedzieć, chociażby dlatego, że jego pomysł na teatr odbija się naprawdę szerokim echem na mapie teatralnej Polski. Anna R. Burzyńska we wstępie wylicza tych artystów, którzy powołują się na niemieckiego reżysera. Trochę ich jest, a pewnie będzie jeszcze więcej. Bo obywatel Frank C. sporo namieszał i warto wiedzieć dlaczego to zrobił, w czyim imieniu i jak to wszystko się skończyło. Więc polecam przeczytać i prowokacyjnie – dla zasady – nie traktować niektórych fragmentów tej biografii zbyt poważnie.

1R. Detje, Castorf. Prowokacja dla zasady, Ha!Art, Kraków 2013, s. 86.
2Tamże, s. 18.
3Tamże, s. 115.
4Tamże, s. 86.
5Tamże, s. 131.
6Tamże, s. 110.
7Tamże, s. 212.
8Tamże, s. 177.

CastorfCastorf. Prowokacja dla zasady.
Robin Detje
ISBN: 978-83-64057-22-9
Tłumaczenie: Mateusz Borowski, Małgorzata Sugiera
2013 Wydawnictwo Ha!Art, Kraków

 

 

 

 

 

 

 

 

Materiał fotograficzny:

1. F. Castorf >>> www.zdf.de/ZDFmediathek/contentblob/1951774/timg485x273blob/8267983
2. Zdjęcie ze spektaklu Erniedrigte und Beleidigte>>> www.people.brunel.ac.uk/dap/images_biblio/Castorf_Erniedrigte1.jpg
3.  Zdjęcie ze spektaklu Forever young >>> www.ivarhagendoorn.com/files/blog/forever-young-6.jpg
4. Zdjęcie ze spektaklu Forever young >>> http://people.brunel.ac.uk/dap/images_biblio/Castorf_Forever%20Young.jpg