„Spacer” to młody krakowski festiwal tańca współczesnego. Odbywa się od 2012 roku. Jego organizatorem jest Krakowskie Centrum Choreograficzne z siedzibą w Nowohuckim Centrum Kultury.

Tak się stało, że tą edycję #Spacer odwiedza MarSz! Trenuje taniec od półtora roku. Dopiero parę dni temu odkryła, że oglądanie tańca przynosi przyjemność i wciąga. Od razu zaczęła o tym pisać. Czytajcie relację z festiwalu pisaną sercem , bez mądrych zwierciadeł.

30 kwietnia – I dzień

Na scenie stoją młodzi, dziewczyny i chłopcy. Zaraz się przedstawią i poznamy kim są. Ubrani w chłodny casual, stoją w silnej grupie. Na przedzie sceny mówi, in english, przewodniczka tego chóru. Mamy tu (oprócz niej) osiemnaście świeżych ciał – fresh bodies and fresh personalities. Każdy ma imię: jest tu Magdalena Herman, Maciej Kosteczka, Justyna Masłowska, Oskar Malinowski… Każdy ma profil: ktoś lubi gorzką czekoladę, ktoś jest piękny i przystojny, ona bardzo nieśmiała, on rudy… Po chwili o każdym chcę wiedzieć tych parę, angielskich słów. Zaraz po słowach, poznaję ruch.

Tak zaczyna się dyplomowy spektakl PWST Bytom z choreografią Jensa van Daele.

“Working Title Ego 1”, fot. MarSz!

Dziewczyna w bordowej sukience ma teraz swoje solo. Inni bohaterowie przyglądają się jej; oni, tak jak i ja, chcą ją poznać, zobaczyć, co się z nią dzieje. Nie ma ani chwili bezruchu, tnie powietrze dynamicznie, bez zawahania, od punktu do punktu, na maksa. To the limits, if there is limit. No właśnie! Ona nie może przestać. Jej taniec trwa już od paru minut, a kiedy wydaje się, że skończy, jedzie dalej. Jedzie dalej. Ruch ją przejmuje i bierze w obrót, jak prawdziwe życie na krawędzi. Prosi swojego kolegę o pomoc. Tomek zaczyna umownie podążać za jej tańcem, jakby się musiał nauczyć – jaki on jest. Tańczą razem ten sam układ, aż on robi z jej ruchu już swój, w swoim kierunku i formie. Grupa młodych zaczyna odliczać na głos. Czas się kończy? Raczej gęstnieje.

W takim napięciu, out of limits, oglądam całą manifestację. Manifestuje się życie. Sceny kojarzę z filmami jak Piknik pod wiszącą skałą, Romeo i Julia, Przekleństwa niewinności. To najsłodsze wychodzenie z własnej skóry, tylko dlatego, że chce się doświadczać samego/samej siebie z innym świecie.  W parze, między chłopcami, w odosobnieniu, wspólnie;każda sekwencja kończy się odliczaniem, które jakby wymierzało dyscyplinę nieustannego dążenia tych młodych ciał i osóbTylko w niewielu momentach pozwalają sobie na liryczność. Są bardzo dynamiczni, perfekcyjni w ruchu, piękni w akrobatyce, odważni i pewni przy każdym zderzeniu, które prowokują wprost, bez blefu.

Całą strukturę, która rozpędza się po kole, dopełnia muzyka głębokich brzmień (Richard van Kruysdijk) i perkusyjne dźwięki wybijane na żywo przez młodych. Proste światło sprawia, że bohaterowie rzucają wielkie cienie; one mają swój drugoplanowy świat. Nie wyczekiwałam końca, chociaż myślałam o wielu momentach jako o ostatnich, zamykających. Byłam zaskoczona, jak długo i intensywnie trwa, a więc w balansie, na granicy, i zaraz poza nią. To piękne tak szukać siebie. Working Title Ego.

In English, things are getting much more ours, they blink. To teatr tańca o moim pokoleniu, które łączy co dzień skrót myślowy po angielsku i gorączka poszukiwań, czy bycia. Pewnie każde pokolenie w swoim momencie takie jest, in a way (?).

Festiwal rozpoczęło Ciało limbiczne w choreografii Jacka Owczarka (Teatr Tańca DF). Jak czytam w opisie, to obraz kobiety, który stworzył mężczyzna. Spektakl ma luźną strukturę, opartą na improwizacji, świadomości ciała w interakcji z kimś drugim.[1] Posadzka usłana kwiatami, to chyba goździki, które bardzo intensywnie pachną. Tańczy około 10-ciu młodych kobiet w wiosennych, krótkich sukienkach.

Spóźniam się na spektakl 7 minut i kucam patrząc pod kątem. Zastanawiam się, jak to jest improwizować w czyimś wyobrażeniu o kobiecie, będąc kobietą. Metoda pracy Jacka Owczarka to „obserwacja indywidualnych procesów każdego tancerza”, która „prowadzi do poszukiwań postaci i materiału ruchowego. Punktem wyjścia nie jest scenariusz, lecz reakcje, które zachodzą pomiędzy improwizującymi aktorami.”[2]

Są takie sceny, że eskaluje się dziewczyńska głupawka i histeryczność w śmiechu, zaraz po nim – płacz. Puszcza się w lekkim entuzjazmie podskoków nogi, a po chwili – pisk i tupanie z bezsilności. Boksuje się dziewczęcymi ramionami w powietrze, zawiesza w pauzach do piosenek zespołu Babadag. Czy to tam was niesie, współczesne dziewczyny, „impro” na wasz temat i wyobrażenia? Ciekawi mnie to.

 

Dziś pierwszy raz piszę o tańcu, jutro napiszę po raz drugi.

 

[1] http://festiwalspacer.pl/teatr-tanca-df-cialo-limbiczne/, [dostęp: 30 kwietnia 2015].

[2] Tamże.

 

MarSz! Urodzona w 1993 roku, licencjatka antropologii o proweniencji Krk. Od dwóch lat tańczy taniec współczesny. Obecnie przygotowuje się do debiutu w spektaklu Angelus Novus choreografii Virgilia Sieniego w teatrze Pergola, we Florencji.