Który to już dzień sklejony? || Weroniak Stencel

Seria kolaży na każdy piątek tygodnia. Jest to intuicyjny zbiór wrażeń w formie obrazów. Tworzony jest w trakcie tygodnia, w którym piątek jest chwilą decydującą. Wszystkie prace są wykonywane ręcznie z wycinanych elementów gazetowych bądź książkowych. Podczas tworzenia ważną rolę odgrywają treści muzyczne. Efektem kolażu ma być wytworzenie pola semantycznego, które za każdym razem „sugeruje” kierunek odbywających się relacji pomiędzy elementami. Kleiwo dnia to swobodna interpretacja codziennych myśli i w dużej mierze przypadkowa sklejka, porządkująca rzeczywistość emocjonalną.

Weroniak Stencel // Który to już dzień sklejony?

 

Do umytej niedawno filiżanki nalałam stół. Był to jeden z moich ulubionych napojów, który pozostawiał na języku poczucie zgryźliwości. Pomiędzy zębami czuć było drzazgi, których widoczność z uśmiechem prezentowałam wszystkim klientom mojej kafejki o nazwie „Ciapa”. Moim celem było wypędzenie ich z wszystkich kątów, w którym zalęgli się jak rośliny potrzebujące wody. Klienci sprawiali wrażenie osób bądź przedmiotów, z którymi trzeba pobyć. Ja nie miałam ani kropli wyrozumiałości, a nogi od stołów wbijałam im jak jajka do wszystkich serwowanych deserów i kaw. Przychodzili codziennie, mówili do mnie słowa zbędne i smarowali ręce mazią ochronną, ponieważ wiedzieli, że w kafejce rozpuszczam specjalnego rodzaju bakterie o nazwie „pacia”. Składała się ona z pięciu ślin, które wyduszono z jaszczurek tybetańskich. Zakup tego produktu kosztował mnie majątek. Czego nie robi się dla klientów!

Robiłam wszystko żeby klienci nie przychodzili. Serwowałam im na przykład mocne uderzenia wyprostowaną i zdyscyplinowaną dłonią w twarz. Niegrzecznie przepychałam się między ich ożywionymi rozmowami i wylewałam resztki błękitnych pomyj na ich garnitury z mopa o nazwie „apaci”. Pryskałam ich preparatami odgrzybiającymi, a nawet kopałam w ich buty do momentu aż odlatywały podeszwy. Oni zjawiali się codziennie i wytrzymywali wszystko wytrwale, jakby nigdy nie doświadczyli niczego przykrego. Zaczęłam dokładać im ogórki kiszone do lukrowanych ciast, a szpinakiem nadziewałam serwetki, by pozostawiały im na ubraniach plamy. Wszystko działało, ale nie odpędzało ich z kafejki o nazwie „Ciapa”.

Kiedyś, pomyliłam się i do lekko przystojnego, jak później zauważyłam, dżentelmena wyrzekłam słowo miłe i przyjemne. Złapał mnie wtedy za sutek, wykręcił go brutalnie i skierował w górę, a do mnie rzekł ze złością „Szalenie panią pragnę wykraść, a w szczególności wszystkie pani mazgajstwa i słabości”.

Nigdy nie popełniłam niczego bardziej autentycznego.

21-04-2017

 

***

Weroniak Stencel // Który to już dzień sklejony?

 

Toczyła się między nami milcząca rozgrywka, kto przemówi pierwszy.

24.02.2007

***

Weroniak Stencel // Który to już dzień sklejony?

„[…] Stróż Sikorski siedział na ławce w bramie z gitarą na kolanach. Sierżant Krawczyk golił się w oknie. Pianista z baru „Szarotka” powracał do domu po nocnej pracy. Szewc, pan Kołodziejczyk, pogwizdywał, schylony nad kopytem.
Ania wybiegła z domu, wydawało mi się, że już nie tak zwiewnie jak przedtem.
-Cóż to panna Ania po nocach krzyczy? – zaczepił stróż Sikorski.
– A zmora mnie dusiła – odrzekła i zniknęła za bramą. Wyszedł administrator, uśmiechnęli się do siebie z Sikorskim, przeciągle, uśmiechem międzymęskim.
– Dusiła ją zmora – powiedział Sikorski.
– Dusiła ją zmora – powtórzył administrator.
– Ho, ho – odparł Sikorski i obaj wyglądali na bardzo zadowolonych.
– Wiosna – mruknął Sikorski.”

17.03.2017

***

Weroniak Stencel // Który to już dzień sklejony? // 10-03-2017

10-03-2017

 

Weroniak Stencel – pasjonatka zniekształceń słownych i obrazowych, przygląda się im od lat. Tworzy kolaże. Interesuje ją równowaga pomiędzy absurdem i patosem, całkiem na poważnie studiuje krytykę literacką na Wydziale Polonistyki w Krakowie. Związana emocjonalnie z Katowicami i Kleszczowem, domem rodzinnym. Redaktor naczelna pisma Gazeta musi się Ukazać. Wciąż ucieka przed biernością i obojętnością na rzecz spontaniczności.